Blog Andrzeja Arendarskiego

2010-08-02 8:31

Podatkowa mantra

Gdy ktoś zbyt często powtarza tę samą formułę mówimy, że „powtarza coś jak mantrę”. Środowiska proprzedsiębiorcze w Polsce też mają kilka swoich „mantr”. Wśród nich m.in. formułę: „obniżanie podatków pobudza gospodarkę”. Niestety, podobnie jak i inne formuły wypowiadane od lat, nie przynosi to ani duchowego ukojenia ani – co gorsza – pozytywnych rozwiązań. Przykład? Poznaliśmy wreszcie, jaką broń szykuje w ukryciu rząd do walki z nadmiernym deficytem. Zamiast konkretnych propozycji (i dat ich wprowadzenia) cięcia wydatków budżetowych, minister Boni zaproponował publiczną debatę na temat ewentualnej możliwości podniesienia podatków. Oczywiście inni politycy związany z obozem rządzącym zaczęli tłumaczyć, że nie ma jeszcze konkretnych planów, że to nie jest stanowisko PO, że podnoszenie podatków, to „wyrywanie serca z piersi” itd., ale można było być pewnym, że coś się jednak „kroi”. Jeśli nie w formie konkretnych planów, to przynajmniej w sferze refleksji. Na razie mowa jest o podwyżce VAT-u, ale nie wiadomo, czy na tym się skończy. Warto więc przypomnieć pomysłowym politykom, że skutkiem podwyżki podatków może być znaczące osłabienie popytu wewnętrznego, wpływającego w znacznym stopniu na tempo wzrostu gospodarczego. Zamiast więc myśleć o podwyższaniu podatków, lepiej uprościć system i przestrzegać m.in. przyjętych zasad opodatkowania podatkiem VAT, takich jak jego neutralność dla biznesu. Poza tym, pozostało naprawdę wiele niewykorzystanych sposobów na ograniczanie wydatków państwa: reforma systemu emerytalnego, reforma KRUS, służby zdrowia – naprawdę jest w czym wybierać. Tylko komu będzie chciało się to robić? Na razie wśród polityków nie widzę chętnych.

2010-04-28 14:40

Prezydent może więcej

Kampania prezydencka powoli się rozkręca. Pojawiają się już pierwsze pomysły kandydatów w szeroko pojętej sferze gospodarki. Głośno zrobiło się na temat propozycji wicepremiera Waldemara Pawlaka, kandydata do fotela prezydenta z ramienia PSL, w sprawie emerytur. Jak poinformowała „Gazeta Wyborcza”, premier Pawlak zaproponował – rewolucyjną w stosunku do dotychczasowych poglądów PSL – zmianę systemu emerytalnego. Polegałaby ona na tym, że wszyscy płaciliby jednakową, niewielką składkę i to tylko do ZUS. W zamian za niewielką stałą składkę każdy na starość dostałby emeryturę wystarczającą na przeżycie bez pomocy opieki społecznej. Ta emerytura dla wszystkich byłaby jednakowa i gwarantowała minimum socjalne. Pomysł jest kontrowersyjny i wymagałby jeszcze bardzo dokładnych obliczeń jego kosztów dla budżetu – co byłoby podstawą do dalszej dyskusji. Ważne jest jednak to, propozycja Waldemara Pawlaka może oznaczać początek drogi do wielokrotnie postulowanej przez KIG likwidacji lub przynajmniej głębokiej reformy systemu KRUS. To dobry pomysł, szczególnie w kontekście faktu, że w 2009 r. KRUS otrzymał największą w historii dotację z budżetu państwa – tj. ponad 16,4 mld zł.

Ale wracając do tematu kampanii, premier Pawlak rozpoczął mocnym akcentem – mam nadzieję, że pozostali kandydaci nie będą pozostawać w tyle i zaczną przedstawiać konkretne propozycje w sferze gospodarki, nie zamykając się w sferze ogólników. Oczywiście, ta kampania ze względu na katastrofę w Smoleńsku będzie specyficzna.  Nie zmienia to faktu, że od wszystkich kandydatów powinniśmy oczekiwać jasnych deklaracji w najważniejszych sprawach gospodarczych, choć nie wszyscy podzielają ten pogląd, uważam, że prezydent może mieć duże znaczenie dla życia gospodarczego – większe niż daje konstytucja. Nie tylko ze względu na posiadanie inicjatywy ustawodawczej, czy prawo wetowania ustaw. Rolą głowy państwa powinno być także tworzenie odpowiedniego klimatu dla biznesu, budowanie zaufania do przedsiębiorców, zachęcanie obywateli do przedsiębiorczości, ale także wsparcie polityczne polskiego biznesu za granicą, czy wreszcie promocja Polski. W tych wszystkich dziedzinach przyszły prezydent może mieć wiele do powiedzenia i zrobienia. O tym, co myślą na ten temat poszczególni kandydaci, mam nadzieję, dowiemy się wkrótce.

2010-04-16 15:11

Wstrząśnięty tragiczną śmiercią

Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Pana Lecha Kaczyńskiego

i Jego Małżonki

Pani Marii Kaczyńskiej

oraz

wielu wybitnych osobistości

polskiego życia publicznego i politycznego

składam

najszczersze wyrazy współczucia

Rodzinom i Bliskim

Andrzej Arendarski

2010-02-24 11:32

Szatniarz nie odpowiada za rzeczy pozostawione w szatni

Tuz przed końcem ubiegłego roku UOKIK przypomniał, że planując Sylwestra należy pamiętać nie tylko o „wystrzałowej” kreacji, ale także o prawach konsumenta. Aby uniknąć przykrych niespodzianek najlepiej sporządzić umowę na piśmie, zwierającą najważniejsze punkty organizowanego programu, szczegóły zabawy, np. ilość ciepłych dań, napojów, rodzaj oraz formę muzyki – radził Urząd. Umowa powinna zawierać także szczegółowe warunki realizacji, koszt wykonania usługi i termin realizacji oraz kary wynikające z nie wywiązania się organizatora z umowy.

Niezgodną z ustaleniami fryzurę, spalone trwałą włosy, makijaż czy zabieg kosmetyczny także możemy reklamować – przypomina UOKiK zwracając również uwagę, ze pozostawione rzeczy w szatni powinny być bezpieczne – w kinach, teatrach, klubach widnieje napis, zgodnie z którym w przypadku zaginięcia lub zniszczenia garderoby szatnia nie ponosi odpowiedzialności. Jest to niezgodne z prawem. Przedsiębiorca odpowiada za rzeczy pozostawione w szatni – nie tylko wtedy, gdy jest płatna. Jeżeli organizator nie dotrzymał umowy – reklamuj – zachęca urząd. Jeżeli usługa została wykonana niezgodnie z umową należy złożyć reklamację do organizatora.

Czytając ten katalog przedsylwestrowych porad, pomyślałem – szkoda, że w Polsce nie powstał jeszcze Urząd ds. Ochrony Praw Wyborcy. Zbliżają się wybory prezydenckie, później parlamentarne – przydałaby się nam instytucja, która troskliwie przypominałaby jakie są (a raczej powinny być) prawa wyborcy:
Mogłoby to wyglądać tak:
- pamiętajmy o tym, aby umowa (wyborcza) zawierała szczególne warunki realizacji umowy: z kim ją zawieramy, jakie są obietnice i konsekwencje nie wywiązania się z nich.
- ustalmy wcześniej ilość dań, napojów i rodzaj muzyki. Jeśli tego nie zrobimy, w menu może się znaleźć tylko kiełbasa wyborcza i ewentualnie jako napój – czara goryczy.
- składajmy reklamację jeżeli nasz wybraniec nie wywiązał się umowy –  (tylko gdzie?)
- nie akceptujmy zasady: „szatniarz nie odpowiada za rzeczy pozostawione w szatni” w odniesieniu do polityków. Inaczej do następnych wyborów będziemy chodzić bez płaszcza.
A wracając na ziemię – zepsutego sylwestra trudno zrekompensować przeprosinami organizatora, czy nawet zwrotem kosztów i rady UOKIK niewiele tu  pomogą. Ale jest i pozytyw. Na to, żeby odbić sobie kiepskiego Sylwestra poczekamy tylko rok. W przypadku wyborów, znacznie dłużej.

2009-11-13 13:20

Nowe firmy, stare problemy

Po niezbyt krzepiącym ducha i niestety wciąż trwającym spektaklem kolejnych „afer” doczekaliśmy się wreszcie pozytywnych wieści gospodarczych. Chociaż wiemy już to od pewnego czasu, Komisja Europejska – teraz już oficjalnie – ogłosiła, że tylko polska gospodarka uniknie recesji w 2009 roku osiągając 1,2 proc. tempo wzrostu gospodarczego. Dobre wieści docierają także z  naszego podwórka – „Dziennik Gazeta Prawna” poinformował, powołując się na dane ZUS, że w pierwszym półroczu 2009 roku przybyło w Polsce 250 tys. nowych firm. Radość tonuje nieco fakt, że ta liczba to w dużej mierze zasługa kryzysu, który zmusił ludzi zwolnionych z powodu kryzysu z pracy do wzięcia spraw w swoje ręce. Nie można zapominać o dodatkowej zachęcie, jaką są fundusze unijne na zakładanie firmy. Eksperci przypominają również, że w ciągu najbliższych lat to dorodne „stadko” nowych podmiotów gospodarczych zostanie dotkliwie przetrzebione przez nieubłagane prawa rynkowej konkurencji.

Niezależnie jednak od przyczyn taki wybuch przedsiębiorczości bardzo cieszy i trzeba robić wszystko aby go podtrzymać. W jaki sposób? A chociażby poprzez tworzenie dobrego prawa gospodarczego i likwidowanie złego. Niestety tempo tych zmian pozostawia wiele do życzenia. Potwierdził to kolejny barometr legislacyjny KIG za III kwartał 2009 r. Wynika z niego, ze w tym okresie gospodarka nie była raczej priorytetem w działalności Sejmu, który najwyraźniej wyjechał na „gospodarcze wakacje”. Spośród 43 uchwalonych ustaw, 19 nie miało żadnego wpływu na gospodarkę, a  w przypadku kolejnych 12 ten wpływ można było określić jako „mało ważny”. Oznacza to, że wpływ większości nowo uchwalonych regulacji nie był zbyt znaczący dla polskiej gospodarki.

Końcówka roku także nie zapowiada się ciekawie dla polskiej przedsiębiorczości. „Afera hazardowa” już przyniosła wiele negatywnych skutków dla relacji polityki z biznesem – które jeszcze przed jej wybuchem pozostawiały wiele do życzenia. Kolejnym ciosem może okazać się dymisja Adama Szejnfelda, odpowiedzialnego za wprowadzanie sygnowanego swoim nazwiskiem pakietu reform prawa gospodarczego. Pozostaje życzyć dużo szczęścia „kryzysowym” przedsiębiorcom. Bo na Rząd i Parlament, zajęte walkami politycznymi, trudno będzie liczyć.

2009-09-28 10:30

O nas bez nas

Kamień milowy we wprowadzaniu regulacji na światowych rynkach finansowych – takie pompatyczne miano nadali politycy – jeszcze przed jego rozpoczęciem – szczytowi G20 w Pittsburgu. O tym, czy rzeczywiście szczyt zasłuży na takie miano, wypracowując nowe standardy nadzoru nad rynkiem finansowym i jego nową „etykę”, przekonamy się za kilka miesięcy. Nic więcej nie możemy zrobić poza czekaniem, bo na układanie „kamieni milowych” światowej gospodarki Polska może popatrzeć co najwyżej jak dziecko na upragniony tort na wystawie cukierni. Po raz kolejny Polska nie wzięła bowiem udziału w szczycie i – co więcej – nikt specjalnie nie zadbał o to, abyśmy się tam znaleźli. Za wysokie progi? Sprawy zbyt dużego kalibru, aby się w nie mieszać? Albo może światowy kryzys to nie nasza sprawa? Trudno powiedzieć, co powoduje, że politycy nie zabiegają o uczestnictwo w kolejnych szczytach, albo robią to zupełnie bez przekonania. To tym bardziej zdumiewające, że coraz głośniej mówi się o tym, że G20 powinno stać się światowym rządem gospodarczym. No cóż, może zamiast być w rządzie, wolimy być rządzeni….

W rezultacie po raz kolejny odsuwamy się na margines światowego życia gospodarczego. Zamiast współdecydować o postkryzysowym porządku, w Polsce kłócimy się o tarczę antyrakietową, wizy do USA, o definicję ludobójstwa, a nie zauważamy, że świat ma inne priorytety i powoli się oddala od naszych zaściankowych wyobrażeń. Tam, gdzie rzeczywiście mogliśmy pokazać, że jesteśmy liczącym się krajem i poważnym partnerem, zostawiliśmy miejsce innym.

Zaniechanie działań, które pozwoliłyby Polsce „utrzymać się w peletonie” dyktującym kierunki wyścigu do przyszłości świadczy jak najgorzej o polskiej klasie politycznej. Ustawiczne walki, nienawiść i przedkładanie interesów partyjnych nad interes Polski, to tylko niektóre z cech naszych polityków. Można by machnąć ręką i powiedzieć: poczekamy na nowe pokolenie, będzie z pewnością lepsze. Może i tak, ale czy świat na nas zaczeka?

2009-09-09 14:12

Nie ten ważniejszy, kto głośniej krzyczy

Uroczystości 70 lecia wybuchu Drugiej Wojny Światowej mamy już za sobą, ale komentarze na temat wystąpień polityków na Westerplatte nie milkną. Komentatorzy wnikliwie analizują każde zdanie premiera Donalda Tuska, prezydenta Lecha Kaczyńskiego i – przede wszystkim – premiera Władimira Putina, dociekając „co autor miał na myśli”. Nie chcę – broń Boże – dołączać do grona egzegetów rocznicowych przemówień, prześcigających się w swoich interpretacjach. Wspominam o uroczystościach tylko dlatego, że – co trafnie podkreślił minister Sikorski w jednym z wywiadów telewizyjnych – w natłoku komentarzy do przemówień Putina, Tuska czy Kaczyńskiego jakby zapomniano o obecności i wystąpieniu profesora Jerzego Buzka, który w lipcu br. objął funkcję przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. A szkoda, bo było to jedno z pierwszych publicznych wystąpień Profesora jako szefa PE w tak ważnych okolicznościach. Potraktowano je tak, jakby było przemówieniem „co najwyżej” byłego premiera. Przeczytaj cały wpis »

2009-05-12 12:37

Wielkie znaczenie małych firm

Kolejna rocznica wstąpienia Polski do Unii Europejskiej, podobnie jak wcześniejsze, stała się doskonałą okazją do wszelkiego rodzaju jubileuszowych uroczystości, konferencji, podsumowań, wspomnień itd. Jak zwykle przy tego typu okazjach mogliśmy dowiedzieć się  jak po wstąpieniu w szeregi UE wzrósł polski PKB, ile euro unijnej pomocy otrzymaliśmy, a ile więcej towarów sprzedajemy za granicę dzięki otwarciu rynków, o ile bardziej jesteśmy zamożni niż pięć lat temu. Wniosek z tych podsumowań jest oczywisty – pomimo pojawiających się od czasu do czasu głosów eurosceptyków, dziś już mało kto wątpi, że wejście do Unii było korzystne dla Polski, naszej gospodarki i obywateli. Szkoda tylko, że po pięciu owocnych latach w Unii nadal nie zawsze potrafimy korzystać z szans, które daje na członkostwo. Przykładem może być niedawno opublikowana informacja na temat obsady unijnych stanowisk przez Polaków. Okazuje się, że pod tym względem wypadamy najgorzej spośród wszystkich państw, które wstąpiły do UE w 2004 roku. Nie wykorzystaliśmy jeszcze naszej narodowej puli unijnych etatów, co nasi partnerzy z „młodej Unii” zrobili to już dawno, a w niektórych przypadkach nawet przekroczyli limity. Przykładów zapominania, zaniedbywania, czy wręcz całkowitego braku zainteresowania toczącymi się w Brukseli sprawami jest znacznie więcej. Niestety, dotyczy to także rozgrywających się w Brukseli spraw związanych z reformą prawa dla przedsiębiorców. Słyszymy o kikusetmilionowych karach nakładanych przez Komisję Europejską za zmowy cenowe gigantów, sporach o limity CO2 dla całych, ogromnych branż, zamykanych stoczniach, natomiast mało kto wspomina np. o toczących się dyskusjach na temat kształtu europejskiego prawa dla małych przedsiębiorców, czy np. o Small Business Act, który ma znacznie ułatwić życie europejskim małym i średnim firmom.
W całej Europie trwa obecnie Pierwszy Europejski Tydzień MŚP zorganizowany pod auspicjami Komisji Europejskiej. Krajowa Izba Gospodarcza aktywnie uczestniczy w tej imprezie chcąc przypomnieć znaczenie, jakie małe i średnie firmy, które stanowią ponad 99 proc. wszystkich podmiotów, mają dla europejskiej gospodarki. O czym często się zapomina. Piąta rocznica wstąpienia do Unii przeszła do historii, Europejski Tydzień MŚP zaraz się skończy -  mam jednak nadzieję, że w kolejnych pięciu latach naszej obecności w Unii problemy małych i średnich firm staną się troską nie tylko środowiska organizacji przedsiębiorców i pracodawców w Polsce.

2009-04-08 16:10

Planować z głową

Ostatni szczyt G20, a także inne przeprowadzane w ostatnich miesiącach spotkania „na szczycie” w sprawie wyjścia z kryzysu udowadniają, że równie trudna jak sama walka z kryzysem jest umiejętność koordynacji antykryzysowych działań i wypracowania wspólnego stanowiska. To m.in. dlatego w komentarzach po szczycie G20 obok przekazania dodatkowego biliona dolarów na rzecz Międzynarodowego Funduszu Walutowego i innych instytucji finansowych, deklaracji wdrożenia ściślejszej regulacji funduszy hedgingowych i agencji ratingowych, czy walki z rajami podatkowymi, zwracano uwagę przede wszystkim na to, że największym graczom światowej gospodarki udało się wreszcie osiągnąć porozumienie - przynajmniej w niektórych sprawach.

O tym, że koordynacja antykryzysowych działań jest konieczna, aby były one skuteczne, przypomniało niedawno Eurochambres (Stowarzyszenie Europejskich Izb Handlowych i Przemysłu, którego należy także KIG). Zdaniem europejskich przedsiębiorców, działania Unii Europejskiej wobec kryzysu, chociaż w wielu miejscach słuszne, skupiają się głównie na perspektywie krótkoterminowej, zaniedbując długoterminową strategię wyjścia z kryzysu. Niepokojący jest brak długoterminowej wizji działań w takich obszarach jak m.in.: inwestycje w badania i rozwój, czyste technologie, czy wydajna energetyka. Brak jest także wystarczających środków przeznaczonych na rozwój edukacji i innowacje. Patrzenie tylko na czubek europejskiego nosa może mieć poważne konsekwencje, a w dłuższej perspektywie te zaniedbania mogą zagrozić konkurencyjności Europy.

Europejski biznes niepokoi także brak koordynacji planów ratunkowych prezentowanych przez poszczególne kraje, co grozi skumulowaniem efektu działań ratunkowych tylko w pewnych obszarach gospodarki i - w konsekwencji - do zachwiania zasad wolnej konkurencji. Przypominam sobie w tym miejscu opowiadanie jednego z rosyjskich pisarzy fantastycznych. W opowiadaniu mowa jest o złotej rybce, która trafia do sklepu w małym radzieckim miasteczku. Jak każda złota rybka spełnia ona życzenia. W miasteczku mieszka kaleka bez kończyn. Dobroduszni mieszkańcy chcą wyleczyć go z kalectwa i proszą złotą rybkę o to, aby spowodowała odrośnięcie kończyn. Niestety, rybka spełnia życzenia każdego mieszkańca z osobna i w konsekwencji kaleka budzi się widząc u siebie kilkanaście rąk i nóg. Wspominając tę historię w nadziei, że ambitne (ale nie skoordynowane) plany ratowania europejskiej gospodarki nie skończą się tym, że niektóre europejskie sektory będą miały kilkanaście niepotrzebnych„nóg”, a inne stracą je zupełnie.

2009-03-30 16:20

Winny jest ten, kto jest pod ręką

Kto jest odpowiedzialny za światowy kryzys? Amerykańscy finansiści? Wcale nie. Za kryzys odpowiada polski rząd oraz polscy pracodawcy. Do takiego wniosku doszli (zapewne po długich przemyśleniach) związkowcy z „Sierpnia 80”, którzy postanowili dać wyraz swoim kryzysowym emocjom w trakcie zorganizowanej ostatnio w Warszawie manifestacji. W kłębach dymu ze spalonych opon związkowcy ze środowiska ratowników medycznych skandowali hasła: „nie będziemy płacić za wasz kryzys”, „złodzieje” sugerując najwyraźniej, że problemy, z którymi boryka się obecnie polska i światowa gospodarka mają swoje główne źródło nie za Oceanem, ale w … Warszawie.

Szczerze życzyłbym sobie i wszystkim Polakom aby nasz rząd, a tak najwyraźniej myślą związkowcy, miał moc wywoływania globalnych kryzysów, a Polska była centrum finansowym, od którego zależy cały świat finansów. Szkoda tylko, że rzeczywistość jest zupełnie inna. Kryzys powstał gdzie indziej – w Polsce ponosimy tylko jego konsekwencje, za które trudno obwiniać rząd, czy przedsiębiorców. Nie przeszkadza to jednak związkowcom używać kryzysowych argumentów do swoich partykularnych ineresów. W końcu łatwiej jest szukać winnych „pod ręką” w Warszawie niż np. w USA – na Wall Street przedstawicieli polskich związków raczej nikt by nie wpuścił.

Rozumiem, że kryzysowa atmosfera może powodować niepokój wśród członków „Sierpnia 80”. Zamiast jednak wyrażać swój swoje emocje poprzez uliczne awantury, nadszedł dobry moment na to, żeby udowodnili, że nazwa ich związku nie jest tylko pustym słowem. Jeśli nie zrozumieją, że w obecnej sytuacji wszyscy obywatele, nieważne czy są pracownikami, czy pracodawcami, jadą „na tym samym wózku”, skutki kryzysu w Polsce możemy odczuwać znacznie dłużej i bardziej boleśnie. Kryzys uderzył we wszystkich, a sposobem na przezwyciężenie jego skutków jest raczej solidarność społeczna, a nie protesty i dym ze spalonych opon. Dymiącymi oponami nie da się odczarować kryzysu – co najwyżej można nabawić się bólu głowy.